Rano Dominika spoznila sie do pracy, na dodatek musiala isc jeszcze w tamtej czarnej sukience i kurtce Wojtka. Przeprosila Roberta za wszystko i poprosila o to, zeby dostala wolne od jutra do 3.01 i ze przyjdzie w weekend po tym wolnym. Pozwolil jej i zyczyl dobrej zabawy.
- do zobaczenia za rok - pozegnala sie wychodzac.
W mieszkaniu przebrala sie i zaczela pakowac na wyjazd. Kiedy wszystko bylo zapakowane poszla do fryzjera, zeby przefarbiwac wlosy na rudo. Wrocila do mieszkania. Byla troche zdenerwowana, ze jedzie do rodziny Wojtka. Poszla wczesnie spac, bo wczesniej mieli juz wyjechac.
Rano ubrala dresowe, brazowe spodnie z krokiem, szara bokserke i granatowo - szara bejsbolowke. Zalozyla trampki. Wojtek zapukal do drzwi. Zabral jej torbe i poszli do samochodu. Wsiedli do auta, zapieli pasy i ruszyli przed siebie. Dominika podniosla nogi do brody i zasnela. Kiedy sie obudzila Wojtek zalewal sie smiechem.
- z czego sie lejesz, dziadzie? - zapytala zaspana.
- zgubilem sie...
- zartujesz?! Zatrzymaj sie i sprawdz GPS!
- ale juz wiem gdzie jestem. Spokojnie, Misiu - nachylil sie nad nia i pocalowal w czolo.
Dominika zadzwonila do swojego taty. Z matka nie chciala miec nic wspolnego, a chciala byc mila i zlozyc im chociaz zyczenia. Nie odbieral, wiec zadzwonila do Krzyska. Wlaczyla na glosnomowiacy.
- co tam, stara?
- no nic, chcialam wam zyczenia zlozyc na swieta. A u was?
Uslyszala w tle jak jej mama krzyczy:"ta ku*wa nawet na swieta nie przyjedzie pomoc! Jak byla w tej calej Hiszpanii to chociaz wracala i robila wszystko! A teraz jak jest niedaleko to nie! Bo po co?! Ja pie*dole!!! Zabije ta su*e, jak tu przyjedzie!"
- slyszysz?
- no niestety... wspolczuje... jeszcze tylko 3 lata technikim... wytrzymasz
- usmiechasz sie teraz, prawda?
- usmiecha sie, ale jej smutno - zawolal Wojtek. Dominika go uciszyla, zeby Krzysiek nie wiedzial, ze jedzie z nim samochodem.
- kto tam jest?
- kolega z pracy... nie puscili mnie na swieta... przepros wszystkich ode mnie i zycz wesolych swiat... moze przyjade w weekend...
- nie boisz sie matki?
- ty sie mnie pytasz, czy sie boje?
- no tak, glupie pytanie...
- musze konczyc, trzymaj sie, mlody.
- ty tez, stara.
- w weekend jedziesz do domu? - zapytal Wojtek, kiedy sie rozlaczyla.
- jedziemy - odpowiedziala z naciskiem na MY i pocalowala go w policzek.
- zmiescimy wszystko w klapie motoru?
- nie... jedziemy autem
- ja nie wiem jak jechac...
- ja poprowadze - usmiechnela sie.
- musisz uzbroic sie w cierpliwosc, bo samochkdem tak nie ominiesz korkow, jak motorem...
- wiem, przeciez bylam juz w wawie autem... a moge wejsc do twojej mamy tak ubrana?
- no pewnie. Pokazesz, ze jestes wyluzwana, polubi cie.
- oby...
Nie rozmawiali juz pozniej, bo Dominika wyciagnela ksiazke i nie pozwolila odzywac sie Wojtkowi. Ale nie wytrzymal i zapytal, czy serio sie nie boi swojej matki. Odpowiedziala, ze przez czas bycia w gangu juz sie niczego nie boi. Przeciez zabila pare osob, spotykala sie z niebezpiecznymi ludzmi, chodzila na rozne akcje i starcia, prawie codziennie igra ze smiercia jezdzac motorem, zrobila wiele tatuazy, kolczykow. Poprostu igra z zyciem i podoba sie jej to. Ale wie, ze kiedys sie bedzie bala, o to, ze znajdzie mezczyzne, ktory ja pokocha cala, ze wszystkimi jej wadami, i ze znowu bedzie miala dziecko i nie bedzie potrafila go wychowac. Tak... znowu... Dominika, kiedy byla w Hisznii miala chlopaka, narzyczonego, mozna powiedziec, zyli jak malzenstwo, ale nie chceli brac slubu. Pewnego dnia okazalo sie, ze Dominika jest w ciazy. On chcial, zeby usunela, ale ona chciala urodzic, wiec ja zostawil i wyjechal z Hiszpanii pozucajac gang. Po 9 miesiacach Dominika urodzila chlopca, nazywal sie Criss. Starala sie go wychowywac, ale bylo jej ciezko... gang, akcje, rozne starcia... mlodym pomagaly sie zajmowac jej znajome z 'rodziny'. Niesty... podczas jednej akcji Dominika zostawila go ze swoja przyjaciolka... Kiedy ekipa wrocila Miriam lezala w krwi kaluzy razem z Crissem. Dominika nigdy nie mogla sobie wybaczyc, ze nie odpuscila tej akcji. Zalamana wrocila do Polski. W znaku zalobnym wytatuowala na lewym ramieniu czarny pasek, a pod nim japonskie znaki syna i przujaciolki.
- a ten chlopak? - zapytal zaciekawiony Wojtek.
- nic o nim nie wiem od momentu wyjechania. Po porodzie napisalam mu sms, ze ma pieknego syna. Odpisal mo tyle, ze sie cieszy, ale nigdy sie nie przyzna, ze to jego syn i zebym juz nigdy nie probowala sie z nim kontaktowac, bo ma teraz inne zycie... Dla mnie on nie zyje.
- a twoi rodzice wiedza?
- wiedza. Matka powiedziala, ze do domu z bachorem mnie nie wpusci. Takie zycie... La vida es brutal - podsumowala.
- a ile mial, mlody?
- roczek... umial juz chodzic... uczyl sie mowic. Chlopaki uczyli go juz klac... byl silny... lubil bawic sie bronia - zasmiala sie - prawie w ogole nie plakal... pamietam jak pierwszy raz powiedzial 'Viejecita'... nie powiedzial poprostu 'mama', tylko od razu 'mamuska'... ci Payaso go nauczyli... koniec wspomnien!
- to dobrze, bo juz dojechalismy... - powiedzial Wojtek wjezdzajac na podjazd.
To opowieść o marzeniach pewnej dziewczyny, które zaczynają się spełniać wraz z wyjazdem do miasta swoich marzeń - Warszawy. Na swojej drodze spotka wiele różnych ciekawych przygód, które zmienią jej życie. :) PS. Rozdziały są pomieszane, ale ponumerowane ;P
niedziela, 2 marca 2014
25
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Extra rozdział :) ciekawe czy Dominika spotka się jeszcze ze swoim ex narzeczonym =)
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział?
OdpowiedzUsuń