piątek, 26 września 2014

48. Nareszcie!!!! <3


Juz w Olsztynie para była o 4 nad ranem. Nie chcieli budzić Elżbiety, wiec poszli nad jezioro obok ich domu. Wzięli koce (bylo bardzo zimno, a jeszcze bryza z nad wody...) i usiedli na pomoście. Rozmawiali o swojej przyszłości. Planowali, ze wynajma jakieś większe mieszkanie, tam gdzie będzie miejsce tez dla dziecka, żeby miał własny pokoj, ale na razie trzeba bylo się skupić na zespole i w końcu skonczeniu plyty i wydaniu DVD na które fani czekają juz 2 lata... Ale dziecko jeszcze się na szczesnie nie ma zamiaru się urodzić.
Rozmawiali o ślubie... ze chcą żeby był nie duży, tylko dla najbliższych, albo w ogóle żeby nie bylo nikogo, tylko świadkowie.
- jak na razie to musisz mi się oświadczyć... - zauważyła Dominika.
- ale naciskasz na te oświadczyny.
- bo mówisz o ślubie, kiedy nawet nie jesteśmy nazeczenstwem
- ale cie kocham - pocałował ja w policzek. - i mógłbym  wziąć z toba ślub nawet teraz.
- kocham cie - pocałowała go w usta.
- czemu dopiero teraz się poznalismy?
- dopiero teraz? To juz... prawie rok... - zdziwila się
- juz rok? Czuje jakbys sie pytala o drogę miesiąc temu.
- EJ, byłam drugi raz w Warszawie motorem... a za pierwszym i tak jezdzilam po całej bo szukalam mieszkania i się nie orientowalam gdzie jestem...
- ale w sumie wyszło ci to na dobre - zasmial się.
- pewnie poznalibysmy się prędzej czy późnej...
- ale tak to przynajmniej będziemy mieli co opowiadać Filipowi... 'Jak poznales mamę...?' no wiesz synu... Twoja mama zgubiła się w Warszawie i zapytała mnie o drogę i się okazało ze jesteśmy sąsiadami... - mówił to ciągle patrząc jej prosto w oczy - i zaprosiła mnie na kawę... ale nie miała cukru i musiałem pić gorzka... ale urok twojej mamy sprawiał ze nie potrzebowalem więcej słodyczy w tamtej chwili... Następnego dnia zaprosiła mnie na śniadanie, witając mnie w samym podkoszulku, turbanie na glowie i bez makijazu... nie widzialem do tamtego czasu nic pięknego... W końcu zacząłem poznawać jej przeszłość, ktora jest bardzo rozbudowana i tak naprawdę nie ciekawa, ale najcudowniejsza historia kobiety która walczy z wieloma przeciwnościami losu, żeby w końcu zajść w ciąże z mężczyzna który ja kocha...
- ty debilu! - powiedziała ocierając łzy. - sprawiasz ze płacze... a nie powinnam. Tez kocham cie. Bardzo. Bardzo. Kocham mężczyznę którego pokochalam jako nastolatka i od zawsze marzylam żeby z nim porozmawiać.. tylko porozmawiać... A okazalo się ze będzie ojcem mojego dziecka, które również kocham. Nie wiem co bym zrobiła bez tego mężczyzny... Gdyby nie on, to pewnie by mnie nie było juz na świecie... dawno bym skoczyła z mostu, albo zawisła na sznurze...
- nie mów tak! Jesteś silna kobieta! Nigdy nie wolno ci się poddać!
- teraz sie nie poddam... Ale było ciężko..
- bo życie jest ciężkie...
- kiedy ja sie o tym dowiadywalam ty juz spiewales w Afro...
- taka młoda jesteś... taka młodziutka... - przytulil ja jeszcze bardziej i pocałował w czoło. - kocham cie.
- ja ciebie tez...
Elżbieta jak codziennie wybrała się na poranny jogging. Przebiegając obok pomostu zauwazyla siedząca parę. Postanowiła skończyć bieg i kiedy będzie wracać to podejdzie do nich. I tak zrobiła. Podeszła do nich i mocno przytulia. Kazała im przyjechać do domu i ogrzać się. Kiedy przyjechali Elżbieta zaparzyla im herbatę i pozwoliła rozłożyć się na kanapie.
- skończyliście juz nagrać płytę?
- nie... Misia potrzebowała trochę spokoju i swierzego powietrza...
- dobrze ze się tak troszczy o ciebie - usmiechnela się do Dominiki.
- mam najwspanialszego chłopaka na świecie... - również się usmiechnela. - w końcu był wychowany przez cudowna kobietę
- ale się podlizujesz... - zasmiala się.
- jaaa?  Ja tylko stwierdzam fakty...
- dobrze dobrze... Juz się nie tłumacz - Wojtek pocałował ja w czoło, bo była tak o niego oparta.
Dominika pomału zaczela zasypiac, wiec Elżbieta zajęła się swoimi sprawami, a Wojtek zaniósł ja kiedy zasnęła do swojego pokoju i przykryl posciela i jeszcze kocem, żeby nie zmarzla.
Do Wojtka zadzwonił telefon. Dzwonił Adam, żeby przypomnieć mu, ze za niedługo wyjeżdżają do Blugarii. Dominika o niczym nie wiedziała, chcieli zrobić jej niespodziankę. Marzyła żeby wyjechać tam gdzie jest ciepłej niz tutaj.
Kiedy Dominika się obudziła, postanowili ze zrobią obiad. Później poszli z powrotem nad jezioro. Usiadli na pomoście i opuścili nogi do wody. Wojtek zaczął chlapac dziewczynę, a ona nie pozostała mu dluzna. W pewnym momencie Dominika zrzuciła go z pomostu, nie wiedziała, ze tak mocno go popchnie, a on jeszcze stracił równowagę. Kiedy doszedł do siebie pociągnął do wody także Dominikę. Chlapali się i podtapiali. Kiedy dziewczynie udało się wydrapac spowrotem na podest Wojtek znowu ja wciągnął i sam się wydrapal. Dominika nie miała juz dużo siły wiec wyszła 'plażą'. Kiedy leżeli na pomocie na sobie i smiali się Wojtek w pewnym momencie postanowił żeby juz szli. Dominika wstała pierwsza. Chłopak nie wstał do końca, wyciągnął male pudeleczko i je otworzył. Dziewczyna juz prawie zeszła z mostku, a on zawołał za nią.
- jesteś popierdolony! - krzyknęła płacząc ze szczęścia i podchodząc do niego.
- zostaniesz moja żoną ty mokra szmato?
- jeśli będziesz w stanie mnie znieść cwoku...
Włożył jej pierścionek na palec i się pocalowali.
- mówiłem, ze się tego nie spodziewasz...
- kocham cie... debilu...
- ja siebie tez.. rybko...
- rybko?
- a rybki powinny być w wodzie! - powiedział i pociągnął ja do wody.
- kiedyś cie zabije! Zobaczysz!
- nie wytrzymam bez ciebie nawet po śmierci.
- ja bez ciebie tez... dlatego zaraz bym się znalazła z powrotem przy tobie.
Przytulila go a on podniósł ja na swoje biodra. Calowali się w nieskończoność. W końcu zrobiło im się zimno. Wrócili do domu i się wyruszyli. Elżbieta wychodziła na jakieś spotkanie wieczorem wiec miała wrócić późno. 'Mlodzi' to wykorzystali i robili to co się często dzieje w '50 twarzy Greya'... (jeśli oczywiście jesteście w temacie xd)
Rano zakochani zeszli na dół. Elżbieta była w kuchni i przygotowała dla nich śniadanie. Wojtek z Dominika siedzieli usmiechnieci cały czas, wiec dopytala się co się stało. Popatrzyli się na siebie, a później na Elżbietę. Ona się im dokładnie przyjzala i zatrzymała wzrok na dłoniach Dominiki.
- zareczyliscie się? - była tego pewna, ale wolała zapytać.
- wczoraj... w jeziorze... - zasmiach się Wojtek.
- oryginalnie - przyznała.
- bardzo... Zwlasza dlatego ze mnie zwyzywala kiedy zobaczyła ze przed nią klecze.
- ty mnie tez zwyzywales! - upomniala się Dominika.
- po prostu do siebie pasujecie. - ucieszyła się Ela. - a o powiecie mi cos o waszym dziecku?
- a właśnie! To będzie chłopiec... będzie się nazywał Filip...
- sliczne imię...
- i będzie podobny do Wojtka.
- czemu tak myslisz?
- po prostu bardzo bym tego chciała. Moje pierwsze dziecko tez było podobne do ojca, ale miałam juz o tym nie pamiętać...
- czemu?
- bo przeszłość jest ciężka i bolesna.
- jako teściowa chyba powinnam cie dobrze poznać.?
Dominika popatrzyla na Wojtka. Zrozumieli się wzrokowo.
- idzie dziś na kolacje, albo na lunch. Albo wiecie! Wyjedzcie gdzieś razem! Na jakac wycieczkę, albo spacer. Miśce to dobrze zrobi a ty mamo lubisz aktywny styl życia.
- to może pojdziemy na kajaki? - zaproponowała Elżbieta.
- świetny pomysł! Jakiś sport wodny. W końcu jesteśmy na mazurach.
- ok... to za planuje cos na popołudnie i dam ci znać.
- ale fajnie! Jesteś super teściowa! - przytulila ja.
I tak jak było zaplanowaly. Najpierw wyszły na lunch a później na rowerki wodne. Później przeszly się jeszcze na spacer. W tym czasie Dominika opowiedziała Elżbiecie cale swoje życie. Od problemów z mama, przez szkole, wyjazd do Hiszpanii, tatuaże, dziecko, powrót do Polski i to co się działo z Wojtkiem.
- cale moje życie... - podsumowała Dominika.
- nie wiem co mam powiedzieć...
- nic nie musisz mówić. Chce zapomnieć w końcu o tym ci było, bo już za dużo przez mój charakter zrobilam złego...
- wiedz, ze zawsze możesz na mnie liczyć.

____________________________________________

I jak tam? Podoba się? Czemu nie komentujecie? ;c znowu się czuje odrzucona ;c
Spodziewalyscie się ze zaręczyny teraz nastąpią? Teraz czas planować ślub! Ja juz wiem wszystko... ciekawe jak wy na niego zareagujecie ;)

Pozderki ;***

niedziela, 14 września 2014

47. Zycie jest trudne


- cześć, mamo... - przywitał się Wojtek przez Skype.
- no hej, co u was? Jak nagrywanie?
- no sprawy z Afro maja się dobrze, pomalutku kończymy. A co u ciebie?
- no dobrze dobrze.
- odwiedzimy cie z Misia kiedy skonczymy nagrywać płytę.
- a właśnie, co u Dominiki? Jesteście dalej razem?
- no pewnie ze jestesmy. To jest ta jedyna. Jestem pewien.
- czemu taki pewnien?
- po prostu. Kocham ją. Kocha się za nic, prawda?
- dokladnie. Na ślub i wnuki będę pewnie i tak jeszcze długo czekac.
- poczekaj chwile... - Wojtek poszedł zawołać Dominikę.
- dzień dobry, pani - przywitała się dziewczyna z wielkim uśmiechem.
- jaka pani?!
- no pani Elu...
- ehh... To jak? Mieszkacie razem?
- tak. Miśka wprowadziła się do mnie jakiś czas temu - odpowiedział Wojtek.
- a jak z tymi wnukami? - zasmiala się Elżbieta.
Wojtek i Dominika pozostali poważni.
- mamo... bo my chcieliśmy ci cos powiedzieć...
- bo ja jestem w ciąży... - powiedziała nieśmiało Dominika.
Zapadła niezreczna cisza.
- mamo...?
- pani Elu...?
- nie mów do mnie pani! - krzyknęła Elżbieta. - mów do mnie mamo.
Znowu cisza.
- no co? Mysleliscie ze jak zareaguje? Cieszę się ze będziecie mieli dziecko... ale jak?
- mamo, ty nie wiesz jak się biorą dzieci?
- hahah... no wiem, tylko ze... ile jesteście ze sobą?
- prawie rok. - odpowiedziała Dominika. - ale to moja wina. Nie zazywalam tabletek i tak wyszło... Zle wyliczylam dni bezpłodne i...
- nic się nie stało. Jesteście chyba na tyle dorośli żeby mieć dziecko. Na Wojtka tu juz na pewno przyszedł czas, a ty się nie zalamalas?
- nie... Troszkę się nadal boję, ale mam nadzieje ze damy rade.
- damy, damy, damy, damy! - Wojtek mocno przytulil ja i pocałował.
- a znacie juz płeć? W ogóle który to miesiąc?
- czwarty... końcówka... - wyjaśniła Dominika.
- a płeć?
- chłopiec! - zawołał Wojtek. - będę miał syna! Filipa! To będzie mój syn oraz dziewczyny która kocham najbardziej na świecie...
- Aaww... - opowiedziały jednocześnie dziewczyny.
- a zareczyliscie się juz?
- nie bylo kiedy... Trasa, płyta, DVD... - wyjaśnił.
- najpierw dziecko, później ślub?
- najwidoczniej... Ja się nie mogę doczekać pierścionka... - Dominika spojzala na Wojtka z wyczekiwaniem
- spokojnie... Mówiłem ci ze się nie spodziewasz tego. - uśmiechnął się i pocałował ja w policzek. 
Do Dominiki zadzwonił telefon. To byla Justyna, chciała przypomniec ze umówili się w 4 na kolacje.
- wiesz mamo... Musimy juz kończyć... Obiecuje ze kiedy wydamy płytę od razu do ciebie przyjedziemy.
- pa pa. Skarby - posłała im buziaki i się rozlaczyla.

Przygotowania do kolacji minęły szybko. Wojtek i Dominika pojechali do Tomka i Justyny gdzie byli umowieni. Nie jechali do żadnej restauracji, tylko zjedli u nich. Oboje przygotowywali posiłek.
- jak Tomus gotował, to boje się jeść - zaśmiał się Wojtek.
Czas milo mijał. Smiali się i rozmawiali. W pewnym momencie Dominika wstała, żeby pomoc Jutynie posprzatac. Zasłabła. Próbowali ja obudzić, a kiedy się nie udało zadzwonili po pogotowie. Reanimacja była utrudniona przez ciąże. W szpitalu przewieźli ja na ostry dyżur. Po kilku godzinach odzyskała przytomność. Nie reagowała za bardzo, ale mogli do niej wejść. Wojtek znowu został z nią na cala noc. Tomek z Justyna wrócili do domu po długich naleganiach Wozza. Rano odbyły się badania. Dominika czuła się juz lepiej, ale badania były nie zbyt dobre.
- pani dziecko może urodzić się chore. - oznajmił lekarz.
Para była zszokowana i nic nie powiedziała.
- pani Dominiko....?
- tak, zrozumialam... ale jak to chore? Przecież ostatnio na badaniach wszystko bylo dobrze.
- no tak. To nie jest potwierdzone. Mozemy leczyć to dziecko kiedy jest jeszcze w macicy...
- ale na co będzie chore? Jest chore?
- może nie tak chore jak... inne niż większość ludzi...
- może pan powiedzieć w końcu o co chodzi?! - denerwowala się juz bardzo Dominika.
- syn ma 11 palcy u rąk...
- a to cos strasznego? - zdziwil się Wojtek.
- no właśnie? - Dominika
- jeśli państwu to nie przeszkadza to dobrze, ale proszę się zastanowić co będzie kiedy będzie w szkole...
- będzie przynajmniej sobą.
- radzilbym jednak zrobić operacje zaraz po urodzeniu.
- dobrze. Zastanowimy się. Mogę juz isc?
- tak, prosze. Nie zatrzymuje juz państwa...
- dziękujemy.
Wszyli ze szpitala.
- ale on mnie zdenerwował! - krzyknęła Dominika. - przecież decyzje o tym czy będziemy chcieli operacji podejmiemy dopiero kiedy się urodzi! Nie wiadomo przecież jaki się urodzi! A nawet jeśli by doszło do tego to niezgodze się na operacje w macicy! Przecież mogę go stracić! Możecie mnie stracić jeśli będą jakieś powikłania!
- spokojnie kochanie... - przytulil ja mocno do siebie, wiedząc jak Dominika reaguje czasami.
- dlaczego mam być spokojna kiedy mi ten psychol powiedział ze moje dziecko będzie chore?! - odepchnela go. - Czy to ze będzie trochę inny oznacza ze chory?!
- Misiu... proszę... spokojnie....
- jak mam być spokojna?! Jeśli byłby gejem to tez chciałby go leczyć?!
Byli juz na parkingu szpitalnym gdzie nie bylo monitoringu. Dziewczyna mijając barierki odgradzajace jedna cześć od drugiej, kopnela ja i wylamala.
- mialas nad sobą panować! - zdenerwował się w końcu Wojtek. - obiecywalas ze się zmienisz! Ze chcesz być dobra matka! Nie taka jak twoja! A po tym hak się teraz zachowujesz nie wiem, czy będziesz taka jaka chcesz być!
- jestem podobna do swojej matki?!
- zachowujesz się agresywnie. Kochanie zrozum, ze nie może tak być, jeśli chcesz mieć dziecko...
- czyli uwazasz ze będę złą matka?!
- nie uważam tak... po prostu chce ci wytłumaczyć, ze nie możesz tak gniewnie reagować... proszę Misiu... spokojne... - znowu ja objął, ale tym razem nie dal jej się wyrwać. - zachowujasz się jak male dziecko, któremu powiedziano ze nie dostanie wymarzonej zabawki. - zaśmiał się i pocałował ja w czolo.
- dziękuje ze jesteś przy mnie - zaczeła szlochac i wtulila się w niego - nie wiem co bym zrobiła gdyby cie przy mnie nie bylo...
- kocham cie.
- ja ciebie tez.
Pocalowali sie i pojechali do studnia w dalszym ciągu nagrywać płytę. Kiedy Dominika siedziała z chłopakami w studiu, Wojtek poszedł porozmawiać z Adamem, czy mógłby wyjechać z dziewczyna na jakiś czas do Olsztyna.
- myślę ze potrzebuje teraz swiezego powietrza... - zgodził się menager. - nagrała juz swoje partie, może tam zostać ile chce... dobrze jej to zrobi. - popatrzył na nią. Siedziała na sofie pod kocem i próbowała skupic się na muzyce.
- dzięki. Jesteś najlepszym menagerem na świecie - przytulili się.
Wojtek podszedł do Dominiki i usiadł obok niej. Wszedł nawet do niej pod koc. Powiedział to co chciał jej powiedzieć. Zgodziła się. W tym momenecie dalaby wszystko żeby na chwile zapomnieć o otaczającym ja świecie.
Zaraz potem wrócili do mieszkania, spakowali najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyli w drogę.
- jak się czujesz? - spytał przejęty Wojtek.
- sama nie wiem... tak nijako...
- ty się czujesz nijako?! Najbardziej inna osoba jaka znam?
- czuje się szara... zwykła... - mówiła to coraz mocnej przyciskajac kolana pod brodę. - zimna. Przerażona.
- kochanie mówiłem ci ze damy rade.
- ale dopiero teraz sobie uswiadomilam co się dzieje... - sięgnęła na tylnie siedzenie po bluzę. Była to bluza Wojtka ale i tak ja założyła. Bylo jej przerazwile zimno, chociaż na zewnątrz bylo prawie 30°C. - czuje się jak w gimnazjum... Taka pusta. Samotna chociaż w okół mnie jest pełno ludzi. Ci ludzie czekaja na to kiedy podetne sobie nogę. Teraz wlasnie mnie złapali. Jestem bezsilna bo jestem w ciąży. Będziemy mieli nieślubne dziecko. Ludzie tylko na to czekali. Na kolejna sensacje. Najpierw to ze pomagasz mi wygrać the Voice, a teraz ciąża. Dlaczego tak jest?
- pamiętasz ze kiedyś nie chciałem żebyś była popularna? Nie dlatego ze się balem ze sobie nie poradzisz. Wiedzialem po prostu ze będziesz kolejna sensacja która prasa wykorzysta... balem się jak to przyjmiesz... Ale teraz cieszę sie ze jesteś tu gdzie jesteś. Cieszę się ze jesteśmy tu razem. Chciałbym żebyś to co powiedzia przed chwila, powiedziała to kiedyś w wywiadzie. Dobrze?
- dobrze.
- obiecujesz?
- na maly paluszek - zasmiala się i podała mu palec.

____________________________________________

Takim sposobem skonczylismy rozdział 47.
Wiem, ze dluzy się wam czas od jednego rozdziału do drugiego, ale sql... love stories... nauka... boy... szkoła średnia... złamane serduszko...
Postarajcie się mnie zrozumieć. Obiecuje ze juz niedługo będzie cos na co pewnie wszystkie czekacie... ^^ ale nie powiem wam kiedy. Z tej okazji mogę zrobić 'mini pseudo konkur'. Otóż. Chodzi o to, żeby odpowiedzieć na 3 proste pytania:
1. Co się ma wydarzyć?
2. W którym rozdziale się to wydarzy?
3. Jakie rzeczy, okazje sa przychylne żeby to wydarzenie miało miejsce akurat w tym czasie?

Do wygrania, bo czym byłby konkurs bez nagród, jest <werble>










Jeszcze nie wiem!
Ale cos wymysle ;* przysylajcie swoje odpowiedzi najlepiej do mnie na facebooka, żeby nikt nie czytał waszych odpowiedzi ;P #1 osoba zdobędzie nagrodę o której jeszcze sama nie wiem xd

Mój fb, jeśli jeszcze ktoś nie wiem kim jestem : Kamila Miśka Kulig

Ps. Wiem, ze pod koniec rozdziału jest trochę smutno, ale ostatnio mam taki nastrój, wiec wybaczcie... Jestem w takim emocjonalnym roztrzesieniu, jeśli ktoś chce wiedzieć o co chodzi   /\
                                                 |
                                                 |
                                                 |
                                      Facebook (y)

wtorek, 2 września 2014

46. Filip Afro Junior

- Filip! Będziemy mieli Filipka! - skakał Wojtek po całym gabinecie ginekologicznym. - Misia słyszysz? Będziemy mieli syna!
- slyszalam kochanie. Mowilam ci ze to będzie chłopiec. Wygralam zakład i decyduje gdzie pojedziemy na wakacje! I to ja zdecydowalam jak będzie miał na imię.
- wiem kochanie! Jesteś najcudowniejsza przyszłą matką! Kocham cie! Kocham! Kocham! Kocham! Kocham!
- ja ciebie tez - wytarla się z maści do badania i przytulila Wojtka.
Zaczął ja podnosić i całować i tańczyć i wg. baaaardzo się cieszył.
- wiesz ze nasze rodziny jeszcze o niczym nie wiedza? Swojej nawet nie zamierzam powiedziec, ale pojechalibysmy do twojej mamy?
- rzeczywiście! Pojedzmy jeszcze dzis! Co ty na to?
- no spoko, ale musimy przecież nagrywać płyte? To ze się wyrwalismy na wizytę to tylko dlatego ze dzisaj nagrywa Tomson i w końcu kończymy.
- to wydamy płytę i pojedziemy do Olsztyna?
- tak! Juz dawno chciałam do ciebie pojechać. Tam jest tak spokojnie...
- ta. Zwłaszcza kiedy rodzinka się zbierze.
- fajna masz rodzinę. Nie narzekaj.
- teraz będę mieć nowa rodzinę. Ciebie i Filipka.
- fajnie ze się cieszysz z tego.
- a ty się nie cieszysz?
- cieszę się bardzo, ale...
- ale?
- boję sie, czy sobie poradze.
- nie, ty sobie nie poradzisz. My sobie poradzimy. Nie jesteś sama. Masz mnie.
- i to jest najważniejsze. Kocham cie.
- ja ciebie tez.
Zaparkowali na podjeździe Domu Pracy Twórczej i się pocalowali. Bardzo czule. Przed dom wylecieli chłopaki, żeby jak najszybciej dowiedzieć się co się urodzi. Kiedy zobaczyli ich całujących się, zapukali im w szybę i pospieszyli. Zasmiali się i wyszli z samochodu.
- i co? I co? I co? I co? - skalal Śniady z ekscytacji.
Dominika się zasmiala.
- no powiedzcie!!!! - błagał Torres niemal na kolanach.
- hahahah.... No... mam nadzieje ze będzie taki jak tatuś.
- czyli kto? - Lajan
- taki. Rodzaj męski. - wyjaśnił Baron. - czyli będzie chłopiec!
- tak! - Wojtek znowu przytulil Dominikę i podniósł ją i pocałował.
- będziecie cudowną rodziną. - przyznał Śniady.
- trzeba to uczcić! - zawolala Dominika. - zamawiamy pizzę!
- musisz się przecież zdrowo odzywiac. - przypomniał jej Tomek T.
- to raz... przecież nie bd piła alkoholu, ani paliła, ani brała narkotyków... To tylko pizza...
- a sprobuj palić! Przywiaze cie w tedy do śmigła helikoptera i polece na wycieczkę.
- hahahah... Spoko. Ale teraz dzwon do pizzeri. Mogą przylecirc helikopterem bo jestem cholernie głodna!!!
No to zamówili pizzę. Takie jak zwykle. Później wrócili do pracy. Strasznie się wyglupiali.
Kiedy wrócili do domu, Dominika zapytała Wojtka.
- kto będzie chrzestnymi?
- nie wiem... Myślałem o tym, ale nie wiem... A ty onkim myślisz?
- myslalam żeby Tomek i Natalia... co ty na to?
- no ja tez o nich myślałem!
- i dlatego pasujemy do siebie. - podeszła do niego i przytulila.
Włączyła laptop. Na pudelek.tv napisali o ciąży Dominiki. Zadzwonił również jej telefon. Dzwonilł do niej Krzysiek.
- stara! Czemu się nie chwlalilas ze będziesz miała dziecko?
- a czym jest się chwalic? Zwłaszcza ze was i tak to nie obchodzi?
- mnie obchodzi. To ze matka jest wkurwiona ze się dowiaduje z gazet o wszystkim to mnie jebie, ale czemu mi nie powiedzialas?
- mnie tez to jebie. Nikomu nie mowilismy. Tylko zespołowi, a kiedy menager się dowiedział, powiedział ze trzeba to ogłosić, no to... nie miałam wyboru. Mama Wojtka tez jeszcze nie wie...
- spoko, spoko. A mialas zamiar nam to w ogóle powiedzieć?
- no prędzej czy później byscie się o tym dowiedzieli.
- a... Ty i Wozzo jesteście po ślubie?
- nie. Nawet się NIE ZARECZYLISMY. - nacisnela, żeby Wojtek to uslyszal.
- ty chcesz on nie?
- nie... Oboje chcemy tylko on chce mi zrobić niespodziankę...
Do kuchni, gdzie była Dominika wpadł Wojtek, ale się poślizgnął i upadł na podloge. Dominika zaczeła się śmiać, ale wstała z krzesła żeby pomóc mu wstać. On znowu podparl się na jednym kolanie i spojzal na dziewczynę. Dominika popatrzyla z niedowierzaniem.
- i tak mi się nie oswiadczysz w tym momencie - skomentowała.
- a skąd wiesz?
- juz cie trochę poznalam. Sorki, młody - wróciła do rozmowy. - Wojtek się wyglupia.
- a jakbym ci się teraz oświadczył? - Wojtek w ogóle nie zwracał uwagi na telefon i wstał i zaczął sie zbliżać do dziewczyny.
- to bym się śmiała.
- ale czemu? Tak spontanicznie. - podszedł do niej i zaczął ja całować.
- młody chyba muszę kończyć. Narazie. Powiem ci jak się zarecze. - rozlaczyla się. - czyli oswiadczysz mi sie spontanicznie?
- może, może... - całował ja po szyi. - a może to będzie romantyczna chwila?
- może być romantycznie i spontanicznie. - dalala mu się podnieść i zanieść do sypialni.
- zobaczymy jak będzie.
- będzie dobrze. Z toba zawsze jest dobrze. - (co ja pisze?! Mam beke z samej siebie! XD LOL! Dość książek Cobena!)
I się kochali...

- Wstawaj gniocie! Dziś ostatnio dzień nagrań! - budziła Wojtka Dominika skacząc po łóżku. - Wstawaj!!!!! Może uda nam się jechać w końcu do Olsztyna w przyszłym tygodniu, jeśli będzie juz wszystko nagrane?
- no może się nam uda... - zamruczal rozesłany chłopak.
- tylko musisz najpierw wstaaaaac!!!! - położyła się na nim. - słyszysz?
- Milo jest mieć taka pobudkę. - obrócił się na plecy tak ze teraz on leżał na niej.
- yyy.... Spadaj! Filip mówi ze ciężki jestes.
- oj Filpku przepraszam... - obrócił się i położył głowę na brzuchu Dominiki. - kiedy zacznie kopać?
- kiedy ci powiem ze kopnął mnie to znaczy ze juz zaczął.
- myślisz ze będzie do kogo podobny?
- nie wiem, ale na pewno będzie ładnie śpiewać.
- ma po kim. Oboje rodziców piosenkarze.
- albo przynajmniej będzie miał miłość do muzyki. Podobno kiedy matka słucha muzyki będąc w ciąży to później dziecko słucha tego samego gatunku i lubi przy niej zasypiac.
- a co ty będziesz słuchać?
- no Afromental będę mu puszczać. Później kiedy będę z nim chodziła na koncerty to przynajmniej będzie spał spokojnie a ja będę mogła z wami występować.

____________________________________

Kolejny rozdział za nami... Nudny, podoba się wam? Mnie on bawi. Jest krotki, same dialogi, nic się nie dzieje ciekawego... Chyba trace wene... Macie może jakieś pomysły?
Jeśli tak - dajcie mi znać! Naprawdę liczne na was! Pomysły podsylajcie tu, albo na facebooku: Kamila Miśka Kulig.

Inne kontakty ze mną:

× mail: kamila.kulig@gmail.com
× mail2: musicismytruelife@gmail.com
× SNAP chat: dreamer_008
× instagram: dreamer_008