poniedziałek, 4 listopada 2013

Rodz. 4.

- to co? - Wojtek stanal przed swoimi drzwiami i usmiechnal sie lobuzersko - obiecalas, ze bedziesz ze mna spac.
- hahahaha. Moze kiedy indziej - Dominika poslala mu kocie spojzenie i weszla do swojego mieszkania, zamknela drzwi.
- Misia... - mowil Wojtek przez drzwi. - a jak sie bede bal, to moge do ciebie przyjsc?
- nie. I wyobraz sobie ze pokazuje ci jezyk.
- to chociaz podaj mi swoj numer, jak sie obudze w nocy to do ciebie zadzwonie
- no dobra... ale nie pozniej niz po 2 masz dzwonic, bo wtedy powiem ci rzeczy, ktorych nawet ja nie chce wiedziec. - podala mu swoj numer. - dobranoc, Wojtus
- dobranoooc, misiu.
Poszla do lazienki,zmyla makijaz i przebrala sie w cos wygodniejszego. Poszla do sypialni i polozyla sie. Przed zasnieciem sprawdzila jeszcze telefon, byl na nim sms od nieznanego numeru 'boje sie, przyjdz do mnie :)' dorosle dziecko - pomyslala. 'Idz spac. Jak chcesz to przyjdz jutro na sniadanie' wyslala i zasnela.
Kiedy sie obudzila towazyszylo jej uczucie zadowolenia. Byla dumna z siebie, ze mieszka w swoim wlasnym domu zdaleka od rodzicow. Wstala i poszla do lazienki. Wziela prysznic. Schowala wlosy w turban. Wrocila do sypialni i znalazla telefon. Zwrocila uwage na godzine, byla juz 11.30, a pozniej na liczbe sms'ow, bylo ich 21 - wszystkie od tego samego nieznanego numeru co wczoraj. Kilka z nich bylo o tym, zeby otworzyc drzwi, bo juz czeka. Dominika podeszla do drzwi i spojzala przez oko. Nikogo nie bylo, wiec je otworzyla. Pod drzwiami siedzial Wojtek i gral na telefonie.
- glodny jestes? - przywitala kolege
- bardzo. -Usmiechnal sie-  fajna fryzura.
Dominika spojzala w gore i oblala sie rumiencem. Wojtek sie usmiechal jeszcze bardziej.
- chodz do srodka - zaprosila go i spojzala czy zaden z sasiadow jej nie widzial. - myslalam ze nie przyjdziesz...
- jak ja bym mogl nie przyjsc do ciebie. Zwlaszcza, ze u mnie w lodowce jest pusto...
- czyli mnie wykozystujesz? Lubisz grzanki z serem?
- no cos ty... robta te grzany.
Rozesmiali sie. Wojtek zaproponowal pomoc, ale Dominika zabronila mu wchodzic do jej kuchni.
- musze ci powiedziec, ze wygladasz swietnie... ten turban i za duzy t-shirt... i jeszcze te skarpetki zielone... poprostu, powalasz na kolana.
- hahaha. Jest dopiero 12, mam prawo tak wygladac. A na razie masz szczescie, ze w ogole mozesz mnie taka ogladac, nawet moj chlopak mnie takiej nigdy nie widzial. Jestes mega szczesciarzem...
- masz chlopaka, Miśka?
- juz nie... - powiedziala zadowolona.
- bardzo cie to cieszy, co?
- ciesze sie z wolnosci od wszystkiego... musze sie dzisiaj rozpakowac... chcesz mi pomoc?
- bardzo chetnie rozpakuje ci walizke
- z walizka sobie poradze... tylko tamte kartony musze oproznic. - nalozywa grzanki na talerze i siadla przy blacie z Wojtkiem. Jedli i rozmawiali, czego sie chlopak moze spodziewac rozpakowujac pudla. Wozz zaczal od pudla, w ktorym byly plyty, duuuuzo plyt. W tym czasie Dominika byla w lazience ubierala sie i czesala. Ubrala luzny top i kolorowe getry. Wlosy zawiazala w konski ogon. Wyszla z lazienki, Wojtek ogladal plyty.
- one direction, Bieber... - Wozz wymienial wykonawcow. - sluchasz afromental?!
- to ze mam plyte nie znaczy, ze slucham
- ale masz wszystkie 3 plyty...
- one direction mam dwie, mam nawet Pectus. - bronila sie, nie chciala zeby wiedzial ze ich slucha. - a z zagranicznych mam... o! Lady Gage, Katty Perry... Jay'a Z?! Stacone 3 dychy...
- no dobra... masz duzo plyt.
- wiem, ty je uloz na tej pulce, ja ci zaraz pomoge, tylko rozpakuje walizke - usmiechnela sie.
Poszla do sypialni i zaczela grzebac w rzeczach. Wyciagnela t-shirt z logiem Afrogangu, schowala go na dno pulki, siegnela jeszcze po bluze z napisem 'Keep Calm and Love Afromental' kupila ja 3 lata temu i jeszcze jej nie wyzucila. Miala sentyment do tej bluzy, po koncercie afro ubrala ja i poszla po autografy do chlopakow. Wszyscy ja przytuli, a od Tomsona dostala buziaka w policzek. Chciala, zeby Wojtek poznal ja z reszta ekipy, ale wyszloby, ze chciala go wykozystac. Bluze tez schowala na dno szafki. Pochowala reszte ubran i poszla pomoc Wojtkowi.
- jak ci idzie?
- dokopalem sie do jakis zeszytow...
- przegladales je?! - wyrwala mu zeszyty z reki
- nie, spokojnie, poogladalem tylko okladki... w jednym masz piosenki?
- Tak... mam ten zeszyt od 7- lat... kocham ten zeszyt. Zapisywalam tu tez swoje projekty... - usmiechnela se lekko.
- juz nie piszesz?
- tylko czasami, kiedy mam wene, kiedy chce wyzucic z siebie emocje, czesciej te negatywne, bo pozytywne chce zatrzymac ze soba... mam duzo piosenek i muzyce i o marzeniach...
- moje ulubione tematy. Warto spelniac swoje marzenia. Wtedy czuje sie takie uczucie... jakby adrenalina, duma i zakochanie...
- czuje sie tak od kiedy przyjechalam do Warszawy. To jest niesamowite... Musze jeszcze zalatwic sprawe ze szkola... - przypomniala sobie - zrobie to w poniedzialek...
- nie zapisalas sie jeszcze?
- chodzilam przez miesiac do Krakowa, ale zrezygnowalam, zeby spelniac marzenia tutaj.
- tez tak mialem, pewnego dnia powiedzialem mamie, ze zucam studia i wyjezdzam do Wawy.
- mojej mamie jest obojetne co sie ze mna dzieje, nie wierzy we mnie, mysli ze nigdy do niczego nie dojde - Dominika miala lzy w oczach, ale nie pozwolila przytlamsic sie emocja.
- jesli chcesz to mozesz plakac, nic sie przeciez nie dzieje...
- ale nie chce, nie moge, musze byc silna. - Wojtek przytulil dziewczyne, usiedli na kanapie i rozmawiali o zyciu. Oboje mieli trudne dziecinstwo. Wojtek wychowywal sie bez ojca, a Dominika nie miala w nikim poparcia, byla nenkana w szkole... Oboje ucielki od wszystkiego do Warszawy, a teraz siedza razem na kanapie i smieja sie ze swojego zycia.

_____________________________________

Ostatnio mam straszna wene... xd

Jest tu ktos? Echo... echo... echo... echo...
forever alone... ;c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz